Jest takie ćwiczenie, które nazywa się Trzy strony: rano, zaraz po obudzeniu, trzeba zapisać trzy strony, bez planu, bez pomysłu. Próbowałem przez jakiś czas i okazało się, że to działa. Przez te kilkanaście dni przepracowałem bardzo wiele spraw, które nie przychodziły mi wcześniej do głowy. O których nie pomyślałem, a wymyślałem właśnie wtedy, gdy o poranku patrzyłem na pustą kartkę przed sobą. Bo nad ranem najbardziej pracuje podświadomość, wyciągając z zakamarków umysłu największe i najgłębiej skrywane sekrety.
Szło dobrze dlatego, że odpuszczałem sobie kontrolę.Rzecz wcześniej była kompletnie nie do pomyślenia, dlatego, gdy zaczynałem pisać, wymyśliłem, żeby wspomagać swoją kreatywność alkoholem. Na szczęście nie ciągnęło mnie (po bardzo nieudanych próbach w młodości) do innych chemicznych środków.
Alkohol nie powodował wzrostu mojej kreatywności, bardziej wyostrzał we mnie te cechy, których w sobie nie lubiłem. Które, po trzeźwemu, trzymałem na smyczy. Które potrafiłem powstrzymać.
Dziś już tego nie potrzebuję, szukam inspiracji w książkach. W muzyce. W Internecie. Na mityngach. I uczę się, każdego dnia.


Komentarze
Pokaż komentarze