W Baśni o ludziach stąd jest taki dialog: 1.Jakbym miał dom, Żonę, telewizor, samochód, to bym był szczęśliwy. / 2. Eeee, jakbyś miał dwa wina, to byś był szczęśliwy. / 1. No, chyba że dwa wina….
Pomijając fakt, że mnie wino już nie przyniesie szczęścia, to myślę, że warto za to podstawić „dowolną małą rzecz”. Wtedy już wpisuje się w to, co za szczęście mogę uznać.
Kiedyś obudziłem się w nocy, świecił księżyc. Spojrzałem na Żonę, spała z lekko rozchylonymi ustami, a jej włosy rozsypały się na poduszce. Przez sen wyciągnęła rękę i przytuliła się. A ja poczułem się szczęśliwy.
Z Synkiem poszliśmy na koncert jednego z jego ulubionych wykonawców. Oczywiście nie mogło obyć się bez bluzy z tymże wykonawcą czy gadżetu. Mimo to najlepiej wspominam ekscytację na jego twarzy i radość przez cały koncert. I dzięki, tato, które do dziś bardzo mnie wzrusza.
Przyjaciel, którego odwiedziłem w szpitalu, poprosił mnie o kawę. Poszedłem i kupiłem mu kubek. Przyniosłem mu do sali, podziękował z grymasem bólu na twarzy. Wiedziałem, że jest mu ciężko być przykutym do łóżka. Przyjaciel zmarł jakiś czas temu, a ja wciąż wspominam tę chwilę, kiedy mogłem choć minimalnie ulżyć jego cierpieniu odrobiną przyjemności.
Takie chwile, krótkie momenty, wspominam jako szczęśliwe.
Szczęście, tak jak trzeźwość, nie jest mi przecież dane na stałe. Trzeba się trochę postarać. Warto zacząć od tego, że „teraz” jest tylko jedno.
Przypominam, że notkę można zobaczyć na moim kanale, zarówno w języku polskim, jak również w języku angielskim (tłumaczenie maszynowe)


Komentarze
Pokaż komentarze