Koszmar ostatniego okresu mojego picia nie polegał tylko na konieczności picia, skupieniu życia na tym - to ogromne uproszczenie. Jednym z elementów tego było kłamstwo.
Kłamałem sobie, że przecież jeszcze nie jest źle, wypiłem dopiero jednego drinka. Żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia, kupowałem wódkę w buteleczkach po 200 ml, w pewnym momencie gubiąc się, ile wypiłem. Zresztą według mojej pokrętnej logiki alkoholika wypicie pięciu takich, wcale nie równało się wypiciu litra wódki. Kupowanie takich flaszeczek (a potem ich wyrzucanie) nie jest chwalebnym czynem, dla mnie było wręcz wstydliwym. Musiałem zatem planować i pamiętać: w którym sklepie kupiłem, co, kiedy. Gdzie mogę teraz iść, czy powinienem rano pojechać, ukryć gdzieś, potem pójść na spacer…. i tak kończyło się na pójściu do najbliższego sklepu po kolejną porcję, wielkość już była nieważna.
Życie w trzeźwości jest dla mnie prostsze. Teraz nie bardzo mam co ukrywać. Gdy czegoś nie robisz, nie masz się do czego przyznawać, tak właśnie jest ze mną. Nie szukam podniet (również seksualnych) poza tymi z Żoną. Jeśli coś mi jest - mówię o tym szefowi, a jeśli nie jest - normalnie pracuję, nie ma więc konieczności zastanawiania się, czy i kiedy użyłem danej wymówki. Nie mam wymówek.
Nie znaczy to, że żyję w całkowitej szczerości i uczciwości (to dwie różne rzeczy): czasem dopuszczam drobne kłamstwo lub (częściej) przemilczam prawdę, szczególnie, gdy nie chcę kogoś zranić. Uważam, że mogę powiedzieć komuś, że będzie lepiej, nawet jeśli sam w to nie wierzę. Nie powiem brzydkiej dziewczynie, że jest brzydka, więc nie mówię nic na ten temat.
Najbardziej cieszę się jednak, że mam więcej czasu, którego nie marnuję na planowanie, kombinowanie i wymyślanie kolejnych, wielowarstwowych kłamstw, a drugie tyle na pamiętanie co, komu, kiedy i gdzie powiedizałem.
Bo mówię to samo. To aż tak proste.
Przypominam, że tę notkę można obejrzeć lub jej posłuchać na moim kanale YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze