Jest wiele rzeczy, o których nie napiszę tutaj, podobnie jak nie powiem o nich w trakcie mityngów.
Myślę dziś, że te sekrety ugniatały mnie, męczyły, cisnęły, jak mały kamyk, który wpadł do buta i tam został. Bez zdjęcia buta i wyrzucenia z niego kamyka, dalszy marsz nie będzie możliwy. Może lepiej - dalsza część drogi, którą mam przejść.
Podczas swojej drogi miałem szczęście trafić na wspaniałych ludzi, którzy byli tam gdzie powinni, w momencie, w którym powinienem ich spotkać. To wszystko, zgodnie z tym co piszę, to plan mojego Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję. Moje szczęście polega na tym, że posłuchałem tych mądrych i potrzebnych mi ludzi.
Najpierw pojawiła się Pierwsza Terapeutka i to Jej opowiedziałem trudne fragmenty, ciężkie, bo szokujące nawet dla mnie. Dlatego, że je odkryłem. Potem przyszedł długi czas Drugiej Terapeutki, której opowiedziałem te sekrety, których nie pamiętałem za czasów Pierwszej. Miałem okazję każdy z nich obejrzeć, obracając w palcach, a potem przeżuć każdy z nich i wypluć na rozstaju dróg. Bałem się kolejnych trupów w szafie, na szczęście w pewnym momencie przestałem je odkrywać.
W nowym życiu staram się pracować nad uczciwością i szczerością. To oznacza nieukrywanie różnych spraw, wobec tych, na których mi zależy. Nauczyłem się mówić o tym. Czasem zajmuje mi to trochę czasu, ale mówię o tym Żonie, Przyjacielowi, ewentualnie najpierw zapisuję, żeby pozbierać lepiej myśli.
Kamień z buta trzeba po prostu wyrzucić. Im szybciej, tym lepiej.


Komentarze
Pokaż komentarze