Na jednym z pierwszych mityngów przeczytałem, że nieszczęściem młodego człowieka jest brak doświadczenia, a starszego że zorientował się tak późno. Chodziło o moment zaprzestania picia. Z jednej strony martwiłem się, że tak późno zacząłem trzeźwieć. Wyobrażałem sobie, ile więcej bym osiągnął, gdybym zaczął wcześniej. Jakie pieniądze bym zarobił. Jakie stanowiska zajmował. Co bym miał. Gdzie był. I tak dalej.
Przyszedł jednak taki moment, że zrozumiałem, iż to wcale nie tak. Że właśnie teraz jestem w tym miejscu, w którym powinienem być. Właśnie w tym momencie.
Zrozumiałem, jakim jestem szczęściarzem. Pojechałem na odwyk i „załapałem” za pierwszym razem. Dzięki mojemu Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, trzymam się do dziś i nie zapiłem. Na mityngi chodzę, bo potrzebuję, a nie bo trzeba zrobić dziewięćdziesiąt mityngów w dziewięćdziesiąt dni. Nie czułem takiej potrzeby.
Moje życie jest ciągiem wyborów, lepszych, gorszych, ale moich. Już się nie zastanawiam, co by było gdyby. Nie myślę, co zrobiłbym lepiej, inaczej, ciekawiej. Myślę, że nie ma sensu. Nie zmienię przeszłości, a teraźniejszość jest całkiem przyjemna.
Przypominam, że notkę można również znaleźć jako materiał na moim kanale YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze