Patrząc wstecz, widzę jakiego postępu dokonałem. Jestem dzieckiem inteligenckiej rodziny, piątkowym uczniem z małego miasteczka. Przyjechawszy do wielkiego miasta nabawiłem się kompleksów, musząc udowadniać wszystkim wokół swoją wartość.
Myślę, że długi czas czułem się mało wartościowy, bo rodzice nie chwalili mnie za dokonania, raczej szukając braków (Czemu piątka z minusem, a nie piątka?). Miałem pewne cechy, których nie lubiłem, chciałem się ich pozbyć, zmienić się, być lepszym.
Nie wiem, czy chodzi o to, żeby być lepszym, chyba dojrzałem, by wreszcie być sobą. Zauważyć, że jestem właśnie taki jaki jestem dlatego, że pochodzę, skąd pochodzę, w młodości robiłem, co robiłem i znam ludzi, jakich znam.
Dziś jestem w stanie bardziej kontrolować to, jak się zachowuję, co nie znaczy, że tego właśnie chcę. Nie przystoi - słyszałem w młodości. Nie powinno się. Dziś staram się zachowywać według pewnych norm, pilnować się szczególnie w momentach, gdy jestem w sytuacji publicznej i grozi mi wybuch emocji - na przykład podczas stresu w pracy. Czasem mam ochotę czymś rzucić. Miałem. Dziś nie pamiętam sytuacji, gdy musiałem odreagować.
Dużo łatwiej jest od momentu, gdy zacząłem brać odpowiedzialność. Odpowiednie zachowanie przyszło samo.
Notkę można obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze