Kiedyś trenowałem karate tradycyjne. Gichin Funakoshi, na którego naukach oparto tę sztukę walki, znany jest z pewnej historii. Był człowiekiem ubogim, więc ciastka, które kupił na wizytę siostry były dla niego niemałym wydatkiem. Mimo to, gdy został napadnięty, oddał je zbójom, mimo że mógł ich poukładać na poboczu obok siebie. Wygrana walka to taka, której udało się uniknąć - powiadał.
Nie lubię się kłócić. Jest to dla mnie bardzo nieelegancka formia próby przekonania kogoś do swoich racji. Kłótnia oznacza wyrazy uznane za wulgarne, chwyty poniżej pasa, krzyki. Kłotnia jest jak walka o życie - nie da się z niej wyjść bez szwanku, dlatego wychodzę z założenia, że warto jej uniknąć.
Lubię dyskusje i tu, z przyjemnością mierzę się na argumenty, przeliczam, co usłyszałem i próbuję odwrócić argumentację przeciwnika. Jest to przyjemne wyzwanie dla mojego intelektu, intelektu mojego przeciwnika w dyskusji. Dyskutuję na różne tematy i z szacunkiem słucham tego, co mówią inni.
Unikam polityki, seksismu i brutalności. Nie są mi potrzebne, nie napędzają mnie i nawet nie bawią. Często łapię się na tym, że się unoszę, szczególnie jeśli Synowie zaczynają do mnie krzyczeć. Właśnie wtedy spokojny ton i argumenty wytrącają ich z równowagi. Wytracają pęd.
Ktoś musi być dorosły - powiedziała mi kiedyś Żona. Mam bardzo mądrą Żonę. Nigdy się nie pokłóciliśmy, bo to Ona była dorosła, gdy piłem.
Przypominam, że tekst tej notki jest dostępny w formie materiału na moim kanale YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze