Podczas mojego pobytu w ośrodku odwykowym mieliśmy zajęcia, które nazywały się „Relaksacja”. Lubiłem na nie chodzić, podobały mi się, lecz zastanawiałem się, jak to zrobić, jak wrócę do domu. Tu była spokojna muzyka i terapeutka mówiła spokojnym głosem - bardzo mnie to uspokajało i koncentrowało.
W domu próbowałem różnych metod. Pozycji lotosu i siedzenia w ciszy, koncentrując się na oddechu, niestety, przez moją głowę przelatywało mi wiele myśli. Na leżąco, słuchając spokojnej muzyki, aczkolwiek to zwykle kończyło się zaśnięciem. Próbowałem patrzeć w hipnotyzujące obrazy, skupiając się na jednej myśli, jakoś irytowało mnie to, zamiast uspokajać. Próbowałem nawet EMDR, która to muzyka podobno odpowiednio ustawia polówki mózgu. Dobrze mi się przy tym leżało.
Potem kupiłem sobie zegarek (smartwatch) i odkryłem na nim aplikację do medytacji i do uważności, zwanej inaczej „mindfullness”. Całość polega na tym, że wybieram sobie czas a potem kładę się, siadam na krześle czy na łóżku, a potem zegarek wibruje mi na wdech i - w inny sposób - na wydech. Tylko tyle i aż tyle.
Okazało się, że ta metoda dla mnie jest najwygodniejsza, najprostsza i rzeczywiście działa. Nie korzystam z niej w sposób regularny, raczej ustawiam wtedy, kiedy pamiętam lub potrzebuję. Ujęła mnie tym, że jest prosta i krótka. I że wystarczy praktykować.
Przypominam, że powyższe można obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze