Wielokrotnie podkreślałem, że nie lubię stereotypów, w tym bezmyślnie powtarzanych frazesów we Wspólnocie Anonimowych Alkoholików. Na przykład tego o dwudziestu czterech godzinach.
Na początku nie wyobrażałem sobie, że mogę nie pić do końca życia. Przemawiała do mnie koncepcja nie picia alkoholu tylko dziś. Codziennie rano mówienie sobie o poranku: Dziś nie napiję się alkoholu. A potem wieczorem: Dziś nie napiłem się alkoholu.
Tylko - to było dobre na wtedy. Teraz nie czuję potrzeby picia alkoholu. Przechodzę koło pełnych i pustych butelek po wódce, whisky czy czym tam jeszcze i patrzę na to, jak na karmę dla kota. Mamy w domu dwa koty i - oczywiście, kupujemy im karmę, tylko nie jemy jej.
Dlatego nie wierzę w dwadzieścia cztery godziny. Te wszystkie bzdury - nie planuj, nie układaj itp. Owszem, zgadzam się, że planowanie, drobiazgowe i przesadne planowanie, wiąże się z rozrośniętą potrzebą kontroli.
Nikt jednak nie zabroni mi mieć marzeń. A to właśnie mam - marzenia i chcę je realizować. Chcę zobaczyć Barcelonę i zwiedzić katedrę tam. Nie kupię biletu lotniczego dziś i polecę w ciemno, bez noclegu. Mam Żonę, Synów. Mam pracę, ktoś na mnie polega. W tym roku mieliśmy polecieć - właśnie tam, i rozchorowała się Żona. Odwołaliśmy hotel i skasowaliśmy bilety lotnicze - bo tak właśnie robią normalni ludzie. Bez wielkiego żalu, bo wiemy, że polecimy tam jeszcze.
Marzenia z datą wykonania nazywają się planami - powiedział kiedyś ktoś. Dobrze powiedział.
Przypominam o możliwości obejrzenia powyższego materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze