Ta zniewaga krwi wymaga / Nie odrzekli ani słowem / Tylko miski swe rozbili / O wachmana tępą głowę. Ten cytat, z opowieści obrazkowej (wtedy w Polsce chyba nie znano komiksów) Wicek i Wacek pamiętam, mimo tylu lat.
Byłem bardzo drażliwy za czasów pijaństwa. Nie chodziło nawet o zniewagi, bardziej o to, że byłem bardzo czuły na swoim punkcie. Bardzo złośliwy, a jednak przy tym nie bardzo agresywny nie lubiłem się bić. W ogóle nie lubiłem typowo samczych rozrywek jak dyskusje o pieniądzach, samochodach i temu podobnych porównywaniach swoich genitaliów. O dziewczynach dyskusje lubiłem.
Było łatwo mnie zranić, wejść mi na odcisk" nie dlatego, że łatwo się obrażałem, a dlatego, że nie znałem swojej wartości. Nie umiałem bronić swojego zdania, bo uważałem, że jest gorsze od innych. Mniej ważne. Mniej znaczące.
Dziś zdarza się, że ktoś powie coś niedobrego pod moim adresem. Nawet próbuje mnie obrazić. Ja zaś patrzę i bardzo często nie odpowiadam. Złośliwość żywi się sprzeciwem. Żeruje na proteście i niepewności. Pamiętam taki dialog z polskiego filmu:
- Nie składałem ślubów - milczenia mówi jeden mnich.
- To dlaczego brat nic nie mówił przez 17 lat? - pyta drugi.
- Bo nie miałem nic do powiedzenia - odpowiada pierwszy.
Notkę znajdziecie również w formie materiału Youtube.


Komentarze
Pokaż komentarze