Możesz pić - powiedziała mi moja terapeutka. - Nikt ci nie zabroni robić to, czy robić tamto. I rób, tylko pamiętaj o konsekwencjach. Potem dodała jednak zdanie, które do dziś mi w głowie kołacze: To się nazywa odpowiedzialność.
Miałem od tamtego czasu wiele momentów, w których musiałem podjąć decyzję. Dziś jestem na kierowniczym stanowisku i jest to właściwie dla mnie codzienność. Dziś wiem, że to nie jest takie proste: ważniejsze jest unoszenie na barkach odpowiedzialności. To jest chyba w tym wszystkim najtrudniejsze - godzenie się z faktem, że ktoś zepsuje, a ty za to odpowiadasz.
Dojrzałość - tego zawsze się bałem, zawsze powiadając, że najpierw chcę pożyć, chcę spróbować, chcę się bawić. Nie wyrzucam już sobie, że dopiero teraz. Że tak późno. Że gdybym poznał Żonę wcześniej.
To wszystko miało jakiś sens. To wszystko było potrzebne, żeby dotrzeć do tego miejsca, w którym teraz jestem.
Branie odpowiedzialności nie jest łatwe, lekkie i przyjemne. Tym niemniej - na dłuższą metę - jest bardzo satysfakcjonujące. I czuję się chyba lepiej z tym, że działam zgodnie ze swoim sumieniem.


Komentarze
Pokaż komentarze