
Mam problem ze swoim zaangażowaniem. Jest lepiej, ale wciąż łapię się na tym, że niepotrzebnie wchodzę tak głęboko w to, co się dzieje wokół mnie. Pracę, kontakty, ludzi. I czasem dziwacznie czuję się zobowiązany, choć wcale nie powinienem. Co więcej wiem, że nie powinienem.
Po co pan sobie to robi? - spytałaby moja terapeutka i pewnie miałbym problem z odpowiedzią. Ta, bowiem, nie jest prosta.
Często przepraszam, gdy ktoś obok mnie czuje się niekomfortowo i źle. Bynajmniej, nie zawsze czuję się winny, dużo rzadziej mi się to zdarza, niż na początku. Wtedy przepraszałem za wszystkich i wszystko, dlatego, że jestem alkoholikiem. Prawda jednak jest taka, że nie wszystko jest moją winą. Nie jest nią na przykład to, że dziś mój szef napadł na koleżankę z teamu współpracującego. A jednak zrobiło mi się przykro i czułem się nieco współodpowiedzialny, bo to ja wskazałem to, za co została objechana. Nie przepraszałem, choć powiedziałem, że jest mi przykro.
Dziękuję moim dwóm przyjaciółkom, że oduczyły mnie przepraszania za wszystko i wcale nie były alkoholiczkami. Po prostu zależało im na mnie. Dlatego, gdy narzekam na różne braki Wspólnoty, uzasadniając je, staram się nie krytykować konkretnych jej członków. Tacy się po prostu urodzili. Aczkolwiek, jak mówi mój Przyjaciel: i g zrobili przez te wszystkie lata, żeby to zmienić.
Nie czuję się wobec takich winny, zobowiązany. Ani nie odczuwam potrzeby zaangażowania się.
Powyższe słowa można znaleźć jako materiał na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze