Jest wiele cudów w moim życiu. Żółty liść, który tańczy w powietrzu jest jednym z nich. Przyroda - jak już pewnie pisałem - uspokaja mnie. Zachwyca mnie piękna dziewczyna o długich udach i pięknych piersiach.
Dlatego nie rozumiem na mityngach „krwawiących diakonów”, zaczynających swoją wypowiedź zwykle od jakiegoś fragmentu związanego z piciem. Co pił, gdzie pił, z kim pił, ile wypił, czego wypił i tak dalej. Jest to logiczne, gdy spojrzy się ze strony, że wypowiedź powinna być związana ze zdrowieniem z alkoholizmu. Tylko tego zdrowienia tam nie widzę.
Sam nie chodzę na imprezy, jestem w tej grupie, która uprawia inne aktywności fizyczne, gram w ping-ponga. Nie zabraniam innym imprez, bo tak chcą się bawić i tak manifestować swoją trzeźwość.
Ostatnio była ponad dwudziesta rocznica mojego Przyjaciela. Bardzo chciałem pojechać, lecz Syn oznajmił mi dwa dni wcześniej, że zaczyna nowy rozdział na zajęciach z programowania i na kursie proszą, żeby ktoś dorosły był w domu. Zostałem i - choć wszystko ogarnęliśmy razem trochę wcześniej i właściwie nie miałem nic do roboty - nie żałuję. Byłem i wiem, że On będzie pamiętał, że tata był, gdy go potrzebował.
Po to trzeźwieję. I o tym chcę opowiadać na mityngach. Chcę uczestniczyć w radosnych spotkaniach i widzieć ludzi dumnych z trzeźwości, pokazujących, co dzięki niej zyskują. Niektórym przeszkadza nawet „Sto lat” śpiewane podczas rocznic.
Mnie nie. Lecz każda grupa rządzi się swoimi prawami.
Przypominam, że można powyższe słowa obejrzeć na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze