Nie jest łatwo śmiać się z siebie. Gorsze jest chyba tylko śmianie się innych. Moja duma, a właściwie - pycha, czasem i do dziś nie daje mi spokoju. Podpowiada różne ciemne sprawy. Szepcze złośliwie prosto do ucha.
To nie jest tak, że nie robię głupot, lecz nauczyłem się albo właściwie: wciąż się uczę, gdzie jest różnica pomiędzy żartami, śmiechem, a wyśmiewaniem się. Wciąż szukam miejsca, gdzie powinienem zacząć się dystansować, lecz już wiem, że nie zmienię tego, że będą gadać. Będą narzekać. Będą się wyśmiewać za plecami.
Nie mam na to wpływu i nie ma się co denerwować, że coś się poza moim wpływem znajduje.
Mogę sobie na to pozwolić, bo długo pracowałem na to, żeby mieć poczucie własnej wartości. Jeszcze więcej, by nie dać sobie go odebrać właśnie takim gadaniem. Nie jest to prosto utrzymać, nie wpadając jednocześnie w niepotrzebną pychę.
A jednak już jakiś czas trzymam głowę na tyle wysoko, żeby patrzeć na takich z góry i na tyle nisko, bo nos nie zasłaniał mi świata. Często na mityngach żartuję, aczkolwiek czasem powiem coś, co nie było w założeniu śmieszne, a jednak tak zostało odebrane. Tego się uczę - rozumieć, że nie śmieją się ze mnie. Mogą jednak wciąż do nich dołączyć.
Notkę można obejrzeć na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze