Kiedyś na mityngu powiedziałem, że czuję się jak kamień w wodzie: ona mnie opływa, a ja jej nie przeszkadzam. Według Bhagavad Gity, takiej jaką jest, którą właśnie teraz czytam, pewnie powinienem dodać: i nieważne, czy jestem wodą czy kamieniem. To opisuje mój sposób działania. Nie upieram się. Nie umieram za coś. Nie szarpię się z rzeczywistością.
Pozwól temu płynąć - powiedział kiedyś mój kolega z projektu, gdy denerwowałem się, że czegoś nie dowieziemy. Nie dowieźliśmy i nic się nie stało. Byliśmy spóźnieni tylko kilka dni i zrozumiałem, że świat się nie skończył. A moje nerwy były w lepszym stanie, niż gdybym się zamartwiał.
Lubię tak na to patrzeć jak na wybór, który mam i który i tak prowadzi mnie do celu. Czasem droga jest wyboista i nieco dłuższa, a czasem po prostu prostsza.
Pamiętam, że przyszło to do mnie w konkretnej sytuacji: miałem jechać do dużego miasta kilkadziesiąt kilometrów od mojego, chyba miałem odebrać auto od mechanika. Zobaczyłem, że podjeżdża autobus i zacząłem biec. A potem pomyślałem sobie: I co to da, że wsiądziesz do tego konkretnego autobusu? Przecież Mój Bóg Jakkolwiek Go Pojmuję mógł chcieć właśnie tego, żebym pojechał następnym.
Pojechałem. Odebrałem auto. Nic się nie stało. I o to właśnie chodziło żebym bezpiecznie wrócił do domu.
Powyższa notka znajduje się również w formie materiały na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze