Nie ogłaszam wszem i wobec, że jestem alkoholikiem. Nie wstydzę się, chodzi o to, że nie każdego to interesuje.
W życiu gram wiele ról: jestem mężem, ojcem, przyjacielem, kolegą, pracownikiem, szefem, przechodniem spotkanym na drodze. Moja rodzina wie, w końcu pojechałem na terapię i trzeba było młodzieży wyjaśnić, czemu nie było mnie prawie dwa miesiące. Bycie alkoholikiem nie określa jednak tego, jakim jestem ojcem.
Tym bardziej nie określa to mojego bycia szefem czy pracownikiem. Nawet na imprezach firmowych nikt nie pyta mnie, czemu nie piję. Bo nikogo to nie interesuje - odkryłem przypadkiem. I było to ważne odkrycie.
Nie ukrywam tego - choć mam swoje sekrety i na mityngach też o nich nie mówię. Nie każdy musi wiedzieć, co u mnie, z czym się zmagam i jakie są moje radości i smutki - tak naprawdę. Powinienem mówić o tym, co mi pomaga lub przeszkadza w trzeźwieniu.
Powierzam swoje sekrety, zacząłem od terapeutki w ośrodku i potem drugiej. Pisałem w specjalnym zeszycie. Do dziś czasem coś zapisuję, dlatego, że nie chcę o tym mówić.
Bo nikogo to nie interesuje. Poza tym od czasu, gdy staram się być uczciwy, naprawdę niewiele mam do ukrycia przed bliskimi. Sekrety wynikają ze wstydu. A ja mam fajne życie, którego się nie wstydzę.
Powyższą notkę można znaleźć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze