Dziś trochę o poczuciu odrzucenia, które, bardzo często, powoduje uczucie samotności. Wciąż zdarza mi się czuć odrzuconym - bo zostałem pominięty przy odczytywaniu jakiejś listy, bo koleżanka pojechała na mityng z kim innym, bo kolega nie zabrał mnie (gdyż, na przykład, się nie wybierał).
Bardzo zasadnym jest pytanie, po co sobie to robię.
Równie zasadnym byłoby pytanie: czemu oddycham?
Oddycham, bo moje ciało potrzebuje powietrza, by żyć. Wciągam życiodajny tlen, wypycham niepotrzebny dwutlenek węgla, gdyż mój mózg potrzebuje tego pierwszego. Drugie można użyć do uspokojenia się (dlatego w amerykańskich filmach dzieciaki oddychają w z torebkami przy ustach).
Czuję się odrzucony, bo taka moja, alkoholika natura. Odrzucenie to równie dobry powód, by pić, jak imieniny (w końcu każdego dnia są czyjeś). Tym niemniej w odrzuceniu jest jeszcze coś, w czym alkoholik (pijący) uwielbia się nurzać: w poczuciu krzywdy jemu wyrządzonej. Może kląć tym samym na podły świat, wrednych ludzi, zły los.
Tym samym - odpowiadając na pytanie: po co to robię teraz, gdy nie piję? Nie wiem.
Robię to, bo tak się przyzwyczaiłem i jeszcze nie wypleniłem tego złego nawyku.
Notkę można zobaczyć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze