Kiedyś usłyszałem, że teraźniejszość to nieskończenie krótki fragment rzeczywistości pomiędzy przeszłością i przyszłością. Tu i teraz - powiada popularna w AA maksyma. Mylnie, zresztą, rozwijana do 24 godzin.
Bardzo staram się nie wybiegać w przyszłość lub przeszłość zbyt daleko, tym niemniej - czasem jestem do tego zmuszony. Nie jestem samotnym drzewem na polu mojego trzeźwienia, tylko żyję wśród ludzi. Jestem pracownikiem - a zatem, jeśli chcę gdzieś wyjechać, muszę zgłosić to pracodawcy. Wytłumaczyć się klientowi. Chcąc odwiedzić z rodzinką brata, muszę kupić bilety lotnicze, a te potrzebuję kupić z wyprzedzeniem, jeśli chcę mieć na termin, który mnie interesuje. Nawet jadąc na grób rodziców, planuję wszystko z wyprzedzeniem, łącznie z wyszukaniem hotelu w okolicy, bo nie chce mi się wracać.
Kiedyś zdarzyło mi się obudzić w nocy. Światło nie było zgaszone i spojrzałem wtedy Żonę, która spała obok mnie. Uniosłem się na łokciu, żeby lepiej widzieć. Spała, oddychając miarowo przez lekko rozchylone usta, a jej włosy rozsypały się na poduszce.
W tamtym momencie stały się dwie rzeczy. Pierwsza: poczułem się szczęśliwy. Druga: zrozumiałem, że to w tej chwili mogę być szczęśliwy.
Właśnie dzisiaj. Właśnie teraz.


Komentarze
Pokaż komentarze