Na początku trzeźwienia myślałem, że nie mam jakiejkolwiek wartości w sobie. Usilnie próbowałem znaleźć w sobie pozytywy, zwane w psychologii zasobami. Terapeutka nie chciała mi w tym pomóc, stwierdzając, że to nie jest kwestia braku posiadania, tylko braku uświadomienia.
Sens tego, co powiedziała, dotarł do mnie parę lat później.
Potem zauważyłem, że niektóre rzeczy zauważam szybciej niż inni. Dostrzegam wzorce niewidoczne dla innych. Szybko uczę się nowych rzeczy, które wydają się trudne. Gdy zrobiłem certyfikat Microsoft, wydało mi się, że złapałem Boga Jakkolwiek Go Pojmuję za nogi. Nie do wiary było to, że zrobiłem również certyfikat inżynierski, o którym nawet nie śmiałem marzyć ledwie rok wcześniej.
Nasłuchałem się w AA bzdur o pokorze, że tylko ona prowadzi do trzeźwości. Bzdur dlatego, że często tę pokorę mylono tam z upokorzeniem, pozwalaniem na to, żeby się upokorzyć, za winy, które kiedyś popełniliśmy.
Za winy trzeba przeprosić, spróbować zadośćuczynić. Do tego trzeba mieć pokorę.
Kolejnych parę lat zajęło mi zrozumienie, że to nie jest upokarzanie się.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze