Zostałem, oczywiście, wychowany w wierze rzymskokatolickiej. Byłem nawet ministrantem przez kilka lat życia. Napatrzyłem się przez ten czas na Kościół, a szczególnie jego przestawicieli na ziemi.
Nie lubię księży, choć wiem, że są rzeczywiście wybrani przez ich Boga, poświęceni swojej pracy i gotowi na pomoc innym.
Nie dlatego nie lubię Kościoła. Właściwie, to nie jest najllepsze słowo. Bardziej - nie mam szacunku. To nie jest mój Bóg.
Hej hej jak nazywa się twój bóg / Na imię ma Zgiełk Przypadek czy Przepaść / Hej twój bóg dziwny twór o twarzach stu / Monstrum z cybernetycznego nieba. To z piosenki Pidżamy Porno pod tytułem Moja generacja. Lubię ten fragment, bo świetnie ilustruje moje podejście do sformalizowanej, jakkolwiek wiary.
Próbowałem wielu uczonych ksiąg, wielu religijnych. Czytałem Biblię, Koran, Bhagavat-Gitę. Nawet Biblię Szatana.
Kiedyś zdarzyło mi się stać w szczerym polu, pod gwiazdami. Spojrzałem w niebo i poczułem to. Poczułem, że jestem z Bogiem, Jakkolwiek Goi Pojmuję, połączony w jedność i harmonię. Oddychałem, a razem ze mną oddychał Wszechświat.
To był jeden z momentów, w których czułem obecność swojego Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję.


Komentarze
Pokaż komentarze