Bardzo nie podobało mi się, gdy usłyszałem od terapeutki, że to nie jest tak, że zmieniłem się na dobre. Przestałem pić i stał się cud, bo zmieniłem się w całości, nie do poznania.
Pijana część mnie wciąż tam jest. Gdybym chciał posłużyć się porównaniem ze świata boksu, powiedziałbym, że została zepchnięta do narożnika ringu. Jest obita, zamroczona, chwieje się na nogach. Mnie jednak nie stać na ostateczny cios. Co więcej, nawet tam, w rogu, cały czas obrywając, wciąż jest groźna. Wciąż może zadać cios, uderzyć na przykład hakiem od dołu, gdy uderzenia nie zauważę.
Dodatkowo, targają mną emocje. Chciałbym wziąć się za siebie, schudnąć, trzymać dietę, wyglądać znów tak, jak wyglądałem trochę lat temu. Być tak samo sprawny. Tak samo silny.
Tylko druga część mnie ma ochotę na ciastko do kawy. I zamiast wstać z fotela, podpowiada mi, żebym się czegoś nauczył, otworzył kurs.
Codziennie z tym walczę. Codziennie się ze sobą zmagam. Dzięki Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, umiem dostrzec swoją ciemność.


Komentarze
Pokaż komentarze