Zmiana jest trudna. Co więcej, powinna być powodem do dumy po jej zakończeniu. Znaczy to, że nie może przyjść łatwo.
Pamiętam swoje zajęcia z karate, gdy byłem nastoletnim chłopakiem. Może powoli stającym się mężczyzną. Nasz sensei był człowiekiem małomównym, surowym, za to bardzo twardym. Pewnie wciąż jest, bo żyje i ma się dobrze, wciąż uprawiając tę sztukę i ucząc jej kolejnych adeptów.
Wtedy wydawało się nam, że po prostu ma gorszy humor i dlatego biegamy przez cały trening, a chcieliśmy uczyć się, jak się bić. Z dzisiejszej perspektywy to widzę. Kazał się nam zatrzymać od czasu do czasu i pytał, czy ktoś jest zmęczony, informując, że może usiąść. Nikt z nas nie usiadł. W ten sposób przechodziliśmy kolejne etapy zmęczenia, pokojnując swoją słabość po raz kolejny, choć ze trzy wcześniej wydawało się każdemu z nas, że to już ostatnia granica.
Dzięki temu, między innymi, uczyłem się jak być mężczyzną. Właśnie tak - pokonując trudności, nie używając siły, bo naprawdę wygrana walka to taka, do której nie doszło. I że dążenie naprzód owocuje.


Komentarze
Pokaż komentarze