Z pewną zazdrością słucham opowieści niektórych alkoholików, którzy opowiadają, jak to spełnieni są na każdym możliwym polu i w każdym możliwym wymiarze.
Ja nie czuję się na przykład spełniony w pracy. Wychodzę jednak z założenia, że pracuję po to, żeby żyć a nie żyję po to, żeby pracować. Mogę zgodzić się na robienie przez kilka godzin czegoś, czego nie chciałbym robić przez całe życie. W jakiś sposób, gdyby spojrzeć na to z odpowiedniej strony, moja praca jest fascynująca.
Pracuję jednak z ludźmi, którzy niekoniecznie mi odpowiadają i, znów, przecież nie spędzam z nimi całego życia. Staram się być tolerancyjny, nie przeszkadzają mi ludzie różnego koloru skóry, różnej orientacji seksualnej czy mający takie lub inne poglądy. Przeszkadza mi za to złośliwość, zawiść, a czasem po prostu zwykła podłość.
Już raz nawet myślałem o odejściu. Porozmawiałem z moim szefem, gdy stałem się ofiarą takiej podłości. Myślisz, że tam, gdzie pójdziesz, nie będzie takich ludzi? Tu przynajmniej jednego znasz. Dało mi to do myślenia. Właściwie, myślę sobie, że to jest prawda.
Aczkolwiek, nic na siłę. Aktualnie nie szukam innej firmy. Na razie dobrze mi, gdzie jestem. Na tyle, że wiem, że gdzie indziej może być gorzej.


Komentarze
Pokaż komentarze