Podczas terapii pogłębionej trafiłem do grupy terapeutycznej. Na początku oburzyłem się, bo spodziewałem się, że będzie jak w ośrodku odwykowym. Usiądziemy sobie w kręgu, sami alkoholicy, może niektórzy jeszcze z narkotykami, zdarza się.
Tymczasem okazało się, że w grupie mam na przykład trzech seksoholików, a co gorsza, dołączyła do nas narkomanka, która przeprojektowała na mnie swojego ojca.
Przez jakiś czas ta różnorodność mi przeszkadzała. Może nawet bardziej było to coś w rodzaju pogardy, w końcu jak można być uzależnionym od seksu. Jak tu żyć, skoro nie można go uprawiać?
To pytanie poprowadziło mnie jednak w trochę innym kierunku. Długi czas swojej podstawowej terapii miałem problem z zaakceptowaniem faktu, że nie będę pić do końca życia. Tam, skąd pochodzę, picie to nie jest świętowanie, lecz raczej zwyczaj. Normalność. Codzienność. Poza tym, wiadomo, że kto nie pije, ten donosi.
Teraz myślę, że uzależnieni od pornografii czy seksu mają trudniej. Ja, wystarczy, że nie będę pić alkoholu.
A jednak, uważam, żeby nie zacząć kompulsywnie robić innych rzeczy. Uzależnić można się nawet od ćwiczeń, jak usłyszałem. Coś w tym jest.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze