Oczywiście, czytałem Potęgę podświadomości Josepha Muprhy’ego i nawet zamówiłem sobie dodatkowo książkę z afirmacjami wybranymi z jego książek.
Myślę, że przydało mi się przeczytanie tego wszystkiego i używanie afirmacji na co dzień, przez jakiś czas.
Jest taki dowcip o facecie, który idzie ulicą i mówi pod nosem do siebie: żona - zołza, szef - idiota, praca - do niczego. A za nim idzie anioł i myśli sobie, czemu musi spełniać takie dziwne życzenia.
Długo robiłem sobie właśnie to. Zakładając, że się nie uda, że nie dam rady, że nie potrafię. Dołowałem siebie, a rzeczywistość, wokół mnie się dostosowywała do mojego wewnętrznego doła. Aż w końcu powiedziałem sobie, że dam radę. I wyszło.
A potem poszedłem an spikerski mityng człowieka, który ma dziesięć afirmacji, które codziennie, po kilka razy, czyta. Jestem panem wszystkiego co jest, brzmi jedna z nich.
Dopiero wtedy zrozumiałem, ile zależy od mojego podejścia. Nie od tego, co się dzieje.


Komentarze
Pokaż komentarze