Szczerze powiedziawszy, lubię patrzeć na siebie w lustrze. Widzę tam poważnego, może nieco bardziej siwego, może z niego przerzedzoną fryzurą, za to wciąż miłego i uśmiechniętego faceta. Wygląda porządnie, ma niezły gust i przede wszystkim - nie jest napuchnięty, czerwony, przepity.
Zdarza mi się zapominać tamte czasy. Wtedy wyciągam portfel, a z niego mój dowód osobisty. Zdjęcie do niego zrobiłem dokładnie dzień przed wyjazdem na terapię.
Patrzy na mnie młodszy człowiek, co wnieść można jedynie po kolorze włosów i zarostu. Poza tym wygląda, jakby był wkurzony na cały świat za to, że ten ośmiela się istnieć. Jest okrągły, ma przekrwione oczy i, choć zdjęcie jest czarno-białe, wiem, że ma brzydką, ziemistą cerę nieco zabarwioną na czerwono.
Już nie wstydzę się tamtego człowieka. Nie jest dla mnie ważne, kim był, lecz to, kim się stał. Wiem, ile włożył w to pracy. Wiem, jak ciężka była to praca.
Przecież to ja.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze