W moim życiu było kilka kobiet, które nazywam dziś moimi na szczęście niedoszłymi żonami. Z różnych powodów i to nie one są tu najważniejsze.
Najważniejsze jest to, że z każdą z nich się rozstałem. Oczywiście, wiązało się to z jakimś cierpieniem, zwykle psychicznym, ale również fizycznym, gdyż mam duże potrzeby seksualne.
Aczkolwiek, nie o seksie dziś, pewnie innym razem.
Jedna z nich była wielką miłością mojego życia. Znaliśmy się ze studiów, na których wiele godzin przegadaliśmy. Spotkaliśmy się kiedyś, już po studiach i zakochałem się. Ona własnie rozstała się z partnerem i przytuliłem ją. Tak mnie trafiło. Nagle i kompletnie. Szukałem kontaktu, jeździłem do niej, pomagałem jak mogłem, a że była po rozstaniu, głaskałem, przytulałem, chroniłem. Żyłem w celibacie, dla niej. Myślałem, że to tak trzeba właśnie. Po roku starania, gdy było już kilka gorących spotkań za nami, poprosiłem o deklarację, co dalej. Odpowiedziała, że nie, po dwóch dniach.
Poszedłem pić na tydzień, przecież cierpiałem. Przyjaciele mnie wspierali, zarówno w piciu, jak cierpieniu. Jeden z nich powiedział, że trzeba było ją po prostu na łóżko rzucić i zerżnąć, bo tego jej było trzeba.
Być może. Dziś cieszę się, ze tego nie zrobiłem. Dzięki temu rozstaniu mam wspaniałą Żonę.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.https://youtu.be/ePeCKt_bJBA


Komentarze
Pokaż komentarze