W pewnym momencie, może z biegiem lat, nauczyłem się wyłapywać, gdy ktoś mnie nie słucha. Oczywiście, uczyłem się o tym, i znam zasady, kiedy człowiek obok nie jest zainteresowany w ogóle, kiedy rozmową, a kiedy mną. To statystyka i człowiek może tak mieć.
Problem zaczął się jednak na odwyku, bo tam nie miałem innego wyjścia, jak zacząć słuchać najważniejszego człowieka w moim życiu, mnie samego. Ta rozmowa z sobą, wejrzenie w siebie, okazało się trudne, wręcz niemożliwe, ciężkie.
To powinno być, proste, znam siebie przecież, macie rację. Niestety, wtedy siebie nie znałem. Byłem kłębkiem kompleksów, wdrukowanych przekonań o pewnych zasadach z którymi się nie zgadzałem. Dodatkowo zamknąłem się w zbroi, żeby nie dać się zranić, przede wszystkim sobie, bo byłem swoim najbardziej okrutnym katem.
Przebijałem się przez tę ścianę. Powoli, uderzenie młotka za uderzeniem, odkrywałem swoje uczucia. Uczyłem się ich nazw, szukając w sobie informacji tego, co czuję.
Krytyk we mnie jest. Pijany ja, również. Sztuką jest nie dopuścić obu do głosu. Bardzo chcą wziąć udział w tej dyskusji.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze