Lubię tę chwilę, gdy na morzu złości i przeciążenia psychicznego, gdy szaleje sztorm, pojawia się promyk. To trochę jak we Władcy Pierścieni, gdy widok motyla zapowiadał pojawienie się orłów.
To bardzo niewyraźny przeskok w rzeczywistości. Zmiana tak niewielka, że czasami niezauważalna, a jednak jakoś to wyczuwam. Skądś wiem, że nadeszło.
I rzeczywistość zaczyna się przeistaczać.
Miałem tak ostatnio. Wszystko, od samego rana, szło nie tak. Maila wysłałem nie z takim tematem, jak trzeba, a potem jeszcze odkryłem, że to również kwestia audytorium, do którego pisałem. I kolejne wpadki, które nie były wielkie, aczkolwiek, po prostu irytująco prostackie.
I nagle, w całym swoim zdenerwowaniu i złości, coś przeskoczyło. Jakiś trybik przeskoczył. Może jakiś trzask to był. Nagle zaczęło wychodzić, po kolei, wszystkie małe kroki zaczęły dziać, się po kolei. Jak zawsze miało być.
Zastanawiam się wciąż, co mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję, chciał mi pokazać tą lekcją.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze