Uczęszczam ostatnio na warsztaty poświęcone męskości. Coś w rodzaju mityngów, tylko dla mężczyzn. Zresztą, takie grupy są, nawet byłem na takim mityngu.
Wracając jednak do warsztatów, rozmawiamy tam o tym, co to znaczy, właściwie, być mężczyzną. Rozmawiamy o swoich problemach, próbujemy do różnych spraw podchodzić. I mierzyć się z nimi.
To jest dla mnie istota męskości - mierzenie się z problemem. Nie zamiatanie go pod dywan. Nie ukrywanie w szafie.
Stawienie problemowi czoła, ze wszystkimi konsekwencjami. Czasem wbrew sobie, własnym przekonaniom. Albo właśnie wbrew własnemu poczuciu słabości.
Pamiętam, jak zawiozłem kiedyś Syna na SOR. Nie pamiętam, o co chodziło, ale bardzo bolało Go jądro. Mogłem tylko czekać pod salą, gdy badali go lekarze. Mogłem stać. Nie mogłem zareagować, nie miałem jakiejkolwiek akcji, którą mógłbym wykonać.
Czułem bezsilność. Nie godziłem się z nią, wtedy. Dziś myślę, że łatwiej mi odpuścić smutek. Okazanie bezsilności nie jest niemęskie. Tak samo jak niemęskie jest próba zrobienia czegoś, gdy nie ma co robić. Uczucie braku szczęścia, też jest męskie. Jak wszystkie uczucia.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w sewisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze