Racja. Najtrudniej jest uniknąć pokusy, o której się nie wie. Na przykład, bywam złośliwy. I taka pokusa mnie nachodzi, żeby dogryźć komuś, zaczepić, przyczepić się o coś. Cokolwiek dokopać. Jakkolwiek dokuczyć.
Tak mam.
Takie dogryzanie sobie wzajemnie może być miłe. Ba, może być nawet wyrazem miłości. Dobrych, wzajemnych stosunków. Jest jednak taka granica, za którą przestaje to być przyjemne. Jest również kolejna, której przekroczenie wprost powoduje jakieś cierpienie. Złość. Czasem agresję.
I nie ma się czemu dziwić, jesteśmy tylko ludźmi, mamy pewną granicę.
Dokładnie tak samo jest z żartem. Opowiedziany raz, bawi, zastosowany trzy razy, nudzi. Za czwartym razem, lub później, zaczyna irytować.
Jak w miłości, odrobina zazdrości jest świetną przyprawą. Jak to z przyprawami, jeśli okaże się, że w daniu znajduje się za dużo przyprawy, zabije ona najpierw smak innych przypraw, a potem samej potrawy. I czuć tylko przyprawę. Tak samo z zazdrością.
Myślę więc, że nie chodzi o pokusę. Chodzi o brak przesady.


Komentarze
Pokaż komentarze