Mam dwóch Synów. Mamy, z Żoną. Tylko to nie jest Jej rola. Ona odpowiada za to, żeby chłopaki mieli mnóstwo miłości, mieli ciepło i mogli się przytulić. Nawet teraz, choć żaden tego nie robi.
Moją rolą jest robić wszystko inne. Pokazywać im niebezpieczeństwo i związaną z tym adrenalinę. Pojechać z nimi na sanki i zjechać. Podrzucać pod sufit. Pójść do lasu i przejść drogę przez krzaki.
Oczywiście, że się martwię, podobnie jak moja Żona.
Ja mam jednak coś, czego Ona nie ma. Mam wiedzę o nich w momentach, gdy próbowali czegoś pierwszy raz. Gdy przechodzili granice swojego komfortu. Wierzę, że sobie poradzą. Pewnie dlatego, gdy Ona poszła z Synem na gokarty, bardzo się denerwowała. Gdy poszedłem ja, również się denerwowałem, ale raczej tym, jak sobie radzi.
Widziałem coś jeszcze. Widziałem elegancję tego, jak wyprzedził kogoś na torze. Widziałem inteligencję w jego prowadzeniu. Jak uczy się trasy. Jak przelicza, kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć. Byłem wręcz dumny, gdy zobaczyłem jak wychodzi z zakrętu z poślizgiem.
Zupełnie nie miałem kontroli nad tym, co on robi. I było mi z tym dobrze.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze