Powieści, jak również opowiadania Kurta Vonneguta, wywarły na mnie ogromne wrażenie. Na przykład taki fragment z Kociej kołyski:
Newt siedział nadal skulony w leżaku. Wyciągnął przed siebie upaćkane dłonie, jakby miał na nich rozpiętą kocią kołyskę.
— Nic dziwnego, że dzieci wyrastają potem na wariatów. Kocia kołyska to tylko kilka iksów ze sznurka pomiędzy czyimiś palcami i dzieciak patrzy, i patrzy na te iksy...
— I co?
— I nic. Nie ma żadnego cholernego kota, żadnej cholernej kołyski.
Jak to się ma do opduszczania? To naprawdę nietrudne. Wystarczy wziąć kawałek sznurka, związać, a potem rozłożyć między dwoma dłońmi, na każdej z nich zawijając pętlę. A potem włożyć środkowy palec jednej dłoni pod sznurek na drugiej i wyciągnąć go, powtórzyć z drugiej strony. Teraz możecie zacząć grać w kocią kołyskę. W Polsce nazywa się to różnie: sznurki, zaplatanka.
Kto z Was jednak widzi tam kota, albo chociaż kołyskę?
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze