Czułem się bardzo rozczarowany światem pod koniec picia. Czulem niesmak, gdy cokolwiek, nawet bardzo lekko, nie spełniło moich wyśrubowanych oczekiwań.
Byłem bardzo zgorzkniały.
Myślę, że to wynikało po prostu z mojego, najdelikatniej rzecz ujmując, niezadowolenia z codzienności. Prawda jest taka, że ta mi się nie podobała, bo czułem się źle. Na co dzień czułem się źle. Alkohol nie pomaga. Na pewnym etapie picie alkoholu dla alkoholika nie jest już radością. Nie daje kopa. Nie pomaga. Ja też wtedy piłem alkoholjuż po to, żeby nie czuć się źle. Albo nawet: nie tak bardzo podle, jak czułem się zwykle. O poranku, w południe, wieczorem. Ja, zresztą, już wtedy właściwie nie piłem.
Istnieje nawet na to określenie: „zażyć dawkę alkoholu”. Myślę, że to było dokładnie tak. Wypijałem kieliszek, setkę, kolejny łyk nie z przyjemnością czy choćby dlatego, że lubiłem ten smak. Zażywałem go, jak biorę tabletkę, odchylając głowę do tyłu.
Dlatego teraz tabletki popijam.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na Youtube.


Komentarze
Pokaż komentarze