Ni
e lubię konfliktów. Staram się ich nie rozpoczynać, aczkolwiek, jeśli znajduję się w miejscu konfliktu lub staję się jego częścią - nie boję się. Jest to nieprzyjemne, lecz nie czuję się źle.
Chodzi o wiarę w siebie. Może o samoocenę.
Wcześniej miałem zupełnie inny pogląd. Swego czasu chodziłem na zajęcia karate. Założyceielem tego stylu, który trenowałem, był Gichin Funakoshi. Był on ubogim człowiekiem, a jednym z elementów naszego szkolenia było wysłuchanie historyjki o tym, kjak to kupił ciastka, które chciał zjeść ze swoją siostrą. Był to dla niego duży wydatek, więc tym dziwniejsze wydawało się jego zachowanie, gdy został napadnięty. Z jego umiejętnościami, mógł zbójów rozłożyć na czynniki pierwsze. Zamiast tego, oddał im ciastka bez oporu.
Prawdziwie wygrana walka to taka, do której nie doszło, powiadał podobno.
Dlatego nie lubię konfliktów, lecz jeśli ktoś mnie atakuje, nie daję się bić. Staram się raczej wygasić konflikt, lecz nie zapominam. Staram się nie przebywać w okolicy agresora, jak również mieć z nim wspólne projekty.
Wszystko można zmienić. Otoczenie też.


Komentarze
Pokaż komentarze