Na początku swojego trzeźwienia byłem pełen pychy. Na tyle, że nie bardzo rozumiałem o co chodzi w tym powiedzeniu.
Dzięki Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, spokorniałem i dotarło do mnie wreszcie, że to jest ten mechanizm.
Nie zapiłem nigdy, lecz znam wiele opowieści z tym związanych. Wszystkie z nich mają kilka wspólnych cech, a jedną z nich jest to, że ktoś wypił pierwszy kieliszek i nic się nie stało.
Kupił drinka.
Zazdroszczę wszystkim, którzy właśnie na tym potrafią skończyć. Ja jestem z tych, którzy nie zatrzymaliby się w tym miejscu, tylko coś w głowie, zaczynający właśnie szumieć alkohol, każe mi kupić drugiego.
I drink wziął drinka.
A potem już nic się nie liczy. Potem już nieważne jest czy to jeszcze jeden, czy jeszcze dziesięć.
To piekło, w którym już byłem i do którego nie chcę wracać.
Notkę można obejrzeć również w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze