Było mi trudno zaakceptować siebie, ze wszystkimi ograniczeniami, niedoskonałościami i przywarami.
Najłatwiej było z ograniczeniami. Byłem w szpitalu i łatwo było mi zaakceptować takie rzeczy jak brak możliwości wstawania z łóżka. Co prawda musiałem się przekonać do sikania w kaczkę, ale ostatecznie się udało.
Przywary rozpoznałem w dużej mierze podczas terapii. Nie do końca je zwalczyłem, lecz w myśl Kroku Szóstego, jestem gotowy, aby mój Bóg Jakkolwiek Go Pojmuję mnie ich pozbawił. Części już pozbawił.
Najgorzej idzie mi z niedoskonałościami. Chciałem być idealny, całe życie dążę do ideału, którym nigdy nie będę. I mimo że to wiem, dziś, teraz, nie znaczy to, że do końca się z tym pogodziłem. Nie znaczy, że zaakceptowałem w pełni tę część siebie. Nie znaczy, że jestem gotowy uznać, że mam prawo do błędów.
Na rozum to wiem. Co więcej, mówię o tym innym, w tym pracownikom, którzy mnie słuchają. Sobie jednak wciąż wyrzucam, że mogłem więcej, mogłem lepiej, mogłem szybciej. Mniej błędów, więcej profesjonalizmu i takie tam.
Właśnie, takie tam. Żeby to było takie proste.
Notkę można obejrzeć również w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze