Słyszę swoje ego. Nauczyłem się je słyszeć, by wychwycić moment, kiedy to ja przestaję dyktować warunki. To nie jest jednak tak, że zawsze i wszędzie słyszę, zawsze i wszędzie jestem gotowy, zawsze i wszędzie udaje mi się ugasić pożar.
Całe życie robiłeś złe rzeczy, powiedziała ostatnio w filmie jedna postać drugiej. Nie zmienisz tego w jeden dzień.
To właśnie tak. Ogromną część mojego piajnego życia ledwo mogłem wejść do pokoju, bo resztę zajmowało moje ego. Jestem, dodatkowo, osobowością narcystyczną, więc moje samouwielbienie przekraczało wszelkie granice.
Potem, jak to alkoholik, gdy przestałem pić, próbowałem ekstremalnie w drugą stronę. Z pokory zrobiłem upokorzenie, kompletnie straciłem poczucie własnej wartości, nie doceniając tego co robię, by nie wpaść w niepotrzebną pychę.
Powoli dotarłem do etapu jakiejś równowagi. Czasem równiejszej, czasem nieco zachwianej. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.


Komentarze
Pokaż komentarze