Rozmawialiśmy o tym, podczas ostatnich warsztatów. Powiedziałem wtedy, że wydaje mi się, że powinienem wciąż zadośćuczynić i powinienem wciąż przepraszać za to, co robiłem po pijanemu.
Zrobiłem wiele. Moja Żona ma męża. Moi Synowie mają ojca. Mam z nimi dobry kontakt. Mają, co chcą, a najtrudniej mi pokazać, że ich kocham, odmawiając im czegoś. A jednak to robię.
Wciąż, jednakowoż, zdarza mi się pamiętać. Wyrzucać sobie, że czegoś nie dopilnowałem. Czegoś nie wykonałem. Że mogłem więcej. Mocniej. Lepiej.
Wiem, że to bez sensu. W takich chwilach, gdy sobie to uświadamiam, staje mi w oczach moja pierwsza terapeutka. Masz to już tutaj, powiedziała mi kiedyś, wskazując na głowę. Teraz potrzebujesz, żeby trafiło jeszcze tutaj, dodała, opuszczając dłoń do wysokości serca.
Trzeba odpuścić, powtarzam sobie wtedy.
I potem po raz kolejny wspominam moją wspaniałą terapeutkę. Bo wciąż mam to jeszcze tylko w głowie. Nie mam jeszcze w sercu.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze