Oczywiście, że nie lubiłem swoich emocji. Dlatego, właściwie, piłem. Chciałem się znieczulić, nie czuć, że jest mi smutno, źle, gniewnie.
W ośrodku odwykowym dowiedziałem się, że mam emocje, które dzielą się na lubiane i nielubiane. Właśnie nie dobre lub złe tylko takie, które lubię lub których nie lubię. Trudno przecież lubić gniew, wydawało mi się wtedy. Co nie znaczy, że nie ma takich, którzy czerpią z tego satysfakcję.
Zaakceptowałem fakt, że istnieją we mnie różne emocje, takie jak złość, gniew, smutek, euforia, spokój, radość.
Wciąż jednak miałem gdzieś z tyłu głowy, że są emocje pozytywne i negatywne. Patrzyłem na alkoholików podczas mityngów i zastanawiałem się, kiedy ja będę mieć w sobie ten spokój. I potem zobaczłem niektórych z nich poza mityngami. Wcale nie byli spokojni.
Aż wreszcie usłyszałem od kogoś, że emocje nie są mną. Wyrażają coś, są dla mnie informacją zwrotną z otoczenia, tak jak ból, gdy w coś uderzę. Potrzebną informacją, bo zwracają moją uwagę na coś. Powinienem się tym zająć, albo będzie mnie to zjadać. Aż się zajmę.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze