Takim hasłem właściwie mógłbym co rano witać dzień. Właściwie, dzieje się tak, gdy jest weekend. Kiedy jest tydzień pracujący, wiem, co będę robić i niekoniecznie jestem w tego zadowolony. Choć staram się z sercem wykonywać swoją pracę, jakkolwiek by była skromna, to jednak czasem brakuje mi pokory, żeby zaakceptować swoich współpracowników.
Zajmijmy się zatem weekendami.
W ostatni weekend w Krakowie odbywały się Targi Książki. Oboje dużo czytamy, Synowie mniej. Plan był więc taki, że pójdziemy na targi, pokręcimy się tu i ówdzie, może coś kupimy. Parę godzin, mówiliśmy. \Syn odkrył, że jeden z zespołów, którego słuchamy podczas jazdy, napisał… książkę kucharską. Kupiliśmy, poszliśmy po autograf. Okazało się, że grają koncert wieczorem tego dnia i zapytali, czy będziemy. Zgodnie z prawdą, powiedzieliśmy, że nie spodziewaliśmy się ich tu i nie wiedzieliśmy że jest koncert. A oni wręczyli nam bilety dla wszystkich.
Wieczór spędziliśmy zatem na koncercie, bawiliśmy się doskonale. Przyzwyczaiłem się, że moje plany biorą w łeb. Nie potrafię jednak przyzwyczaić się wciąż do sposobu w jaki mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję, czasem mnie zaskakuje.
To takie przyjemne.


Komentarze
Pokaż komentarze