
Mój Syn uczy się teraz na prawo jazdy. W związku z tym jesteśmy czasem na placu manewrowym. Pokazuję mu manewry do wykonania nie dlatego, że wykonam je szybko i łatwo, lecz dlatego, żeby wiedział. Gdy jedziemy gdzieś razem, tłumaczę mu różne rzeczy, które dzieją się na drodze.
Tymczasem młodzież narzeka, że mam więcej doświadczenia i się z niego naśmiewam.
Kiedyś myślałem o tym i teraz odpowiadam, że żeby coś robić dobrze, trzeba to robić dziesięć tysięcy. Razy, godzin, cokolwiek. I swoim autem przejechałem dziesięć tysięcy kilometrów, słyszę, gdy zmienia się praca silnika. Potem kupiliśmy auto razem i to dopiero zamknęło mu usta, gdy pokazałem, że nie przejechałem tym autem tylu kilometrów i moje kilka wszystkie parkowania tyłem to wciąż za mało i może mi się zdarzyć, że nie zaparkuję idealnie przy krawężniku. Nie robię z tego tragedii i daję mu ponarzekać, nawet pośmiać się ze mnie.
Śmieję się z nim, zadowolony, że mogę się sam uczyć.


Komentarze
Pokaż komentarze