Mam Przyjaciela, który bardzo często myśli o tym, co ktoś pomyśli, jak coś wypadnie i jak będzie wyglądał w czyichś oczach.
Ja zaś uprawiam mamwdupizm.
Nie interesuje mnie, co ludzie o mnie pomyślą. Nie obchodzi mnie, czy to, co robię im się spodoba, czy nie spodoba. Nie zastanawiam się nad tym, czy będą mieć do mnie pretensje. Ważne, żebym ja nie miał do siebie pretensji.
Lekarze, składając Przysięgę Hipokratesa, mówią o pierwszej, najważniejszej, zasadzie: nie szkodzić. I ja staram się to samo szanować, choć nie jestem lekarzem. Dopóki zatem nie szkodzę, nie interesuję się, co kto o mnie czy tym co robię, myśli.
Nie mam wpływu na to, co myślą. Nie mogę zmienić tego, co kto wymyśli na mój temat. Mam taką zasadę, że jak ktoś chce się przyczepić, i tak się przyczepi. I tak coś znajdzie. A jak nie znajdzie, to właśnie wymyśli.
Mam wpływ na siebie i swoje myśli, zachowania i słowa. To staram się kontrolować. Inni mnie nie interesują.



Komentarze
Pokaż komentarze