Z Bogiem (tym w kościołach, starszym panem z brodą, siedzącym na chmurce) mi bardzo nie po drodze.
A jednak, mam swojego Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję. Jak rozmawialiśmy ostatnio z kolegą, nie umiem go określić. Nie chcę go określać. Nie czuję takiej potrzeby. Wystarczy, że wiem o jego istnieniu. Właśnie - nie "wierzę w Boga", lecz "wiem, że Bóg jest".
Wielkim odkryciem jednak było dla mnie to, że mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję, nie przemawia do mnie przez krzak gorejący. Nie otwiera się wtedy niebo, nie słychać trąb, ani nie wybuchają fajerwerki. Właściwie to nic się nie dzieje.
Bóg jest wszędzie. Dziś może przemówić ustami mojej Żony, albo pokazać mi coś w oczach kota siedzącego mi na kolanach. Może spotkam Go w sklepie w kolejce do kasy, albo w postaci samej pani kasjerki.
Jestem cudem. Jestem dzieckiem Boga. Jestem jego tworem. Jest zatem we mnie kawałek Boga.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)