Pisałem kiedyś o Wadi-Shab, pięknej dolinie w Omanie, która o mały włos nie kosztowałaby mnie zdrowia, a może życia.
Było coś jeszcze, co zapamiętałem z tamtego dnia. Po pierwsze, dolina Wadi-Shab jest prześliczna. Od samego wejścia monumentalne ściany gór po obu jej stronach, piękna zieleń w środku pustyni i rzeka płynąca przez jej środek. Wszystko to tworzy przecudny krajobraz i wspaniałe wrażenia.
Usiadłem sobie pod wgłębieniem w skale, chcąc odpocząć. Na początku skupiłem się na tym, żeby po prostu odetchnąć i uspokoić wariujące serce. Modliłem się do mojego Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję, a łzy, których nie rozumiałem, płynęły mi po twarzy.
Patrzyłem na góry i wsłuchałem się w siebie. Próbowałem usłyszeć mój rytm. Usłyszeć jak bije moje serce.
I nagle w to wszystko wbiła mi się w uszy głośna muzyka rapowa. Grupka młodzieży przeszła obok mnie, głośno rozmawiając, a jeden z nich niósł wielki głośnik.
Nie rozumiałem i do dziś nie rozumiem, po co im to. W takim miejscu, tak blisko Boga.



Komentarze
Pokaż komentarze