Mamy moc, żeby ranić. Mamy też moc, żeby uzdrawiać. To ważne, myślę sobie, żeby wiedzieć jak to robić.
Kiedyś trenowałem karate. Uczyliśmy się uderzeń i bloków, oczywiście. W parach ćwiczyliśmy jednak zwykle uderzenia z kontaktem na kimono. Znaczyło to tyle, że trzeba je było wykonać z całą mocą, lecz zatrzymując tuż przed ciałem partnera. Chodziło o bardzo ważną prawidłowość. Ja, w miarę wykonywania ćwiczeń, stawałem się coraz bardziej destrukcyjny. Wiedziałem, gdzie uderzyć, żeby trafić w mostek, który wbiłby się wtedy do środka. Mój partner do ćwiczeń nie zwiększał swojej odporności, również rosły tylko jego zdolności to niszczenia.
Nasz sensie uczył nas jednak podstaw sztuki leczenia. Powiedział kiedyś, że zanim zacznie się niszczyć, trzeba umieć naprawić. Niestety, nie nauczyłem się leczyć innych.
Z drugiej strony, swego czasu byłem pod opieką cudownego lekarza. Zapytałem go, kiedy wyjdę ze szpitala. Od pana zależy wiele, odpowiedział mi wtedy. Jak pacjent uprze się wyzdrowieć, medycyna jest bezsilna. Myślę, że coś w tym jest.
Bardzo chciałem wtedy wyzdrowieć.



Komentarze
Pokaż komentarze