Patrzę teraz, rozglądając się w swoim otoczeniu i nie ma w nim nic, na co upierałbym się do końca i za wszelką cenę. Nie widzę takiej rzeczy, sprawy czy czegoś w mojej pracy, przy czym trwałbym i chciał to osiągnąć, bo muszę.
Zwykłem mawiać ostatnio, że nic nie muszę, wszystko mogę. Mogę też odpuścić wiele spraw.
To ważne, żeby nie trzymać się kurczowo, czegokolwiek. Warto pomyśleć, co właściwie jest ważne na tyle, by było warto się tego trzymać i żeby było to warte każdej ceny. Każdego wyrzeczenia.
Myślę, że ma to jakiś związek z Krokiem Pierwszym i Krokiem Trzecim (który stał się dzięki Krokowi Drugiemu). Zrozumiawszy, że moje życie stało się niekierowane, odpuściłem tę kontrolę, którą starałem się mieć wcześniej nad wieloma aspektami mojego życia. Zawierzyłem to Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję i dzięki temu mam więcej spokoju. Wiem, że to, co mnie spotyka, ma głębszy sens. Jest w tym coś ważniejszego, niż tylko to, co w danej chwili czuję lub nie.



Komentarze
Pokaż komentarze