W mojej firmie istnieje program coachingowy. Polega na tym, że osoby na wyższych stanowiskach przekazują wiedzę i doświadczenie przypisanym do siebie pracownikom niższego szczebla. To przypisanie może się zmienić i tak stało się z trzema "moimi" przypisanymi.
Jeden z nich odszedł z pracy niedługo potem, drugi zapowiedział, że rzuci papierami, jeśli nie wróci do mnie, trzeci zapowiedział, że życzy wciąż spotykać się ze mną, mimo nowego przypisania.
Właściwie to nie ma wielkiego znaczenia. Niewiele mogę, z punktu widzenia, jakichś ważnych, firmowych spraw. Dużo więcej mogą ci "nowi", nawet przypisany do tego pracownika, który odszedł. Myślę, że zupełnid nie o to tutaj chodzi.
Jeden z nich powiedział mi, w czym rzecz. Powiedział, że wcześniejszy mentor nie bardzo interesował się, co się dzieje. To rzeczywiście dość standardowa sytuacja, w końcu nie ma tu jakiejś formalnej zależności. Tymczasem ja oferuję im czas. Zainteresowanie. Wysłucham, czasem poradzę coś. A czasem po prostu tylko jestem.
Tyle wystarczy.



Komentarze
Pokaż komentarze