Bardzo dużo dało mi przygotowywanie w ośrodku odwykowym planu dnia. Przygotowywałem go, podając godziny rozpoczęcia i zakończenia pewnych działań, na przykład śniadania, wykładu, grup terapeutycznych.
Było to proste, bo mój dzień był powtarzalny. O tej samej porze śniadanie, obiad i kolacja. Codziennie rano poranna medytacja, planowanie dnia, potem poranna grupa terapeutyczna. Potem zajęcia, które były zaplanowane na ten dzień. I spacery, dwa dziennie. I grupa terapeutyczna, popołudniowa.
Warunki były więcej, niż sprzyjające, żeby planować.
Plan robił się właściwie sam, tylko właściwie nie o to chodziło. Nie chodziło o godziny, minuty, czynności. Chodziło o cele, które chciałem osiągnąć w tym dniu, w tym czasie.
To odkrycie było przełomowe, w momencie, gdy wróciłem do pracy. Nie jest łatwo w tym środowisku, w którym pracuję, planować wszystko, minuta po minucie. Nawet godzina po godzinie. Można jednak założyć, po co jest ten dzień. Nawet jak to ma się spełnić jutro. Albo za tydzień.



Komentarze
Pokaż komentarze