Wyszliśmy z założenia że moja Żona jest osobą, która naszym Synom ma zapewniać bezpieczeństwo, troskę. Ma się o nich martwić, zapobiegać, głaskać. Moją rolą było im pokazywać wszystko, co jest poza tym. Chodzenie w dziwaczne miejsca, na przykład spacer w trawie wyższej niż oni wtedy. To ze mną chodzą na gokarty, to ja uczę ich jeździć, to ja mam uczyć ich eksploracji, pewności siebie i pokonywania trudności. Oczywiście wszystko to nie znaczy, że nie dbam o ich bezpieczeństwo. Gdy chodziliśmy po trawie, mieli wysokie buty. Gdy jesteśmy na gokartach, jestem tam. Gdy uczę ich jeździć, mogą prowadzić tylko pod moją kuratelą i układ jest taki, że polecenia są wykonywane natychmiast i bez dyskusji, właśnie z powodu bezpieczeństwa. Dyskusję możemy odbyć później.
Nie miałem tego. Uczyłem się sam.
Owszem, trzeba przyznać, że ojciec coś tam próbował. Tym niemniej, nie miał dla mnie za wiele czasu. Nie winię go za to.
Przyjemnie jest próbować.



Komentarze
Pokaż komentarze